niedziela, 6 listopada 2011

Caedere ‘Clones of Industry’


full-lenght, Grotesque Prod
2009
Debiut holendrów który ukazał sie w 2003 roku zrobił na mnie niemałe wrażenie i z niecierpliwością oczekiwałem kolejnego uderzenia ze strony tej ekipy. Czas mijał i jakoś mi się zapomniało nawet o chłopakach do dość niedawna kiedy to przeglądając zasoby pewnego krajowego distro natrafiłem na tę samą nazwę która mnie tak urzekła swego czasu i jako, że tytuł krążka był inny nabyłem w ciemno. Pierwsze dźwięki natychmiast uderzyły po twarzy budząc z zamyślenia, bez dwóch zdań wiedziałem już, że nie może być inaczej i to na bank Caedere. Holendrzy tak jak w przypadku ‘Mass Emission’ ponownie dowalili bardzo dynamicznymi i ciężkami kompozycjami gdzie od blastów poprzez kawałki mieszczące sie w ramach średnich temp, są i również wolne fragmenty hołdujące staremu graniu i walcowatej melodyce jak dla przykładu utwór piąty ‘Transitoriness and Oblivion’ zaczynający się w dość mozolny sposób by wybuchnąć po dwóch minutach potęgą Death Metalu. Osiem kompozycji które wgiotą bez problemu wszystkich wyjadaczy tej stylistyki, usatysfakcjonują tych którzy mają dość nowoczesnych elementów Slamu którego tutaj nie usłyszymy albowiem ‘Clones of Industry’ to album do bólu czyto Death Metalowy. Żadnych innych wpływów, naleciałości czy najmniejszych smaczków które dawałyby znak o innych tradycjach wykorzystanych niż te znane nam z DM, oczywiście są tu elementy Brutal ale to by było na tyle. Plus można zacząć wymieniać, a więc: niski bardzo głęboki growl Michiela, niezłe solówki których nie ma wiele i za nic nie są przekombinowane oraz pojawiają się w momentach kiedy człowiek wręcz ich wyczekuje (nie mylić z przewidywalnością!), totalne brzmienie, cholernie ciężkie i skomasowane kojarzące się po części z produkcjami z Florydy hehe oraz ostatnia sprawa czyli bardzo ciekawa oprawa graficzna płyty, niezłe zdjęcia i ciekawy layout. Dałem raptem za to 20zł ale szczerze powiem że krążek wart każdej ceny.
6/6!!!

The Legion ‘Revocation’


full-lenght, Listenable Records
2006
Szwedzki The Legion zdołał nagrać album przy którym można by się zastanawiać długo nad estetyką gatunku i gdybać czy jest to Blackened Death Metal czy może nawet Deathened Black Metal. Powód ku temu bardzo prosty, sposób aranżacji utworów został na tyle skomplikowany i przsiąknięty obiema stylistykami z brakiem sposobności wskazania tej dominującej. Aby mówić tu wyłącznie o BM jest niemożliwym, za dużo tu techniki, łamanych temp, zawiłych struktur riffów i zmiennej dynamiki, natomiast DM to też nie jest chociażby ze względu na manierę wokalną Lazr’a, brzmienie i sporą ilość struktur mających jednak swoje korzenie w czystej formie Black Metalu. Wspomniałem brzmienie, które jest klarownie zrobione, słychać tu dosłownie każdy najmniejszy smaczek, nawet najbardziej nieśmiałe uderzenie cymbałek hehe. Nie oznacza to, że album na tym polu daje dupy i uciekł w plastikowe granie dla panienek moczących gacie przy Artrosis, o nie! ‘Revocation’ jest na wskroś brutalny, a zarazem piekielnie dostojny w momentach budowanych przez obecne w tle klawisze. Kolejną ciekawostką niech będzie tutaj osoba Emil’a Dragutinovic’a który przecież swego czasu był odpowiedzialny za niszczenie zestawu perkusyjnego na ‘Plague Angel’ czy ‘World Funeral’ Marduka. Emil na albumie The Legion wspiął się na wyżyny swoich możliwości technicznych, ponieważ łomot jaki produkuje zapewne wprowadza w osłupienie nawet najbardziej wytrwałych maniaków tejże muzyki. Aranżacyjnie nie należy tutaj ulegać powyższym powiązaniom Emila z Mardukiem i kojarzenia na zasadach automatycznych tychże stylistyk, ponieważ The Legion dojrzałością dźwięków stoi przynajmniej poziom wyżej, albo mówiąc inaczej: to po prostu dwa totalnie inne gatunki w jakich te zespoły się obracają. Gitary które przepełnione furią katują coraz to ciekawsze rozwiązania przenoszenia idei mizantropii i nienawiści w soniczną otchłań a wokale dopełniają tylko czary chaosu. Szwedzi mają na swoim koncie trzy albumy i szkoda, że po ostatnim zawiesili działalność. Pozostaje mi tylko czekać, co się wydarzy dalej.
6/6

69 Squad / Red Hot Piggy Pussies / Enjoy My Bitch ‘3way split’


Split, Diablos-12 Rec. / 666 Records
2009
Całe to świństwo pochodzi z Meksyku czyli trza zakupić taco, fajerwerki i jazda z Porn Cyber Grindem! Muzyka ta ma w sumie tyle wspólnego z metalem co można tu mówic o wykorzystaniu gitar w prosty sposób no i kiblowatych wokali. Całość byłaby o wiele bardziej zjadliwa gdyby nie te spierdolone intra w języku hiszpańskim czy pies wie jeszcze jakim, bo ile można słuchać stękania spuszczającego się dziada czy laski udającej orgazm w tak uczuciowy sposób niczym z wenezuelskiej telenoweli. Pomijając intra które są obecne przed każdym kawałkiem to nawet jest to znośne o ile ktoś lubi taką muzykę (o ile można mówić o takowej w przypadku tego zjawiska).  69 Squad i ich 13 utworów to wnioskując z dźwięków i inter typowy Porn Grind z elementami Gore, a mówię że wnioskując, ponieważ nieznajomość tytułów w ich języku za wyjątkiem ‘Anal Addiction’ i kilku innych jak ‘Dildo Generation’ nie pozostawia złudzeń. Oprócz przepięknej wkładki z posiekaną laseczka z kreskówek Mangi mamy tutaj krótkie utwory ni to dynamiczne ni to ciężkie... Po prostu granie dla grania i szokowanie się wzajemnie w zamkniętym kółku wzajemnej adoracji, bo fani Madonny po to nie sięgną z braku dostępu w sklepach w których okładke i tak by ocenzurowano, a przeciętny fan metalu da sobie spokój z takim hałasem. Tak więc moi drodzy nie wiem co ze mną jest nie tak, ale ja miewam potrzebe obcowania z tą dewiacją hehe. Wracając do 69 Squad to grają sobie swój nijaki Grind który jest dość słabiutki i dla przykładu nawet nie upada w pobliżu takich tworów jak Last Days Of Humanity czy Jig-Ai lub Ahumado Grajuno. Kolejny montuje się P.H.P.P. który jest już totalnie popierdolonym przestrojonym tworem parającym się Cyber Grindem w jego najbardziej elektronicznej wersji. Gitar prawie tu nie uświadczymy, wszystko opiera się na samplach i muzie przypominającej zboczoną i prymitywną wersję Prodigy z totalnymi bulgotami z kibla zamiast wokali. To też jest do przeżycia w szczególności jeśli ktoś nie miał okazji słuchać takich ‘cudów’, to można sięgnąć w ramach własnej edukacji hehe. Ostatni jest Enjoy My Bitch który wreszcie niesie ze sobą angielskie intra z pornosów które od razy wywołują uśmiech, bo dialogi na zasadzie ‘how are you – good – great, open your mouth’ rozbrajają realizmem nawet nabradziej zagorzałych fanatyków porno. Muzycznie tutaj jest najlepiej bo oprócz fajnego skocznego grania sa i sample i ogólnie robi się z tego taki finalny piknik porno county. Sumując całość, to jeśli jesteś fanatykiem takiego grania to ten split z pewnością jest dla ciebie i przyniesie ci masę frajdy tudzież z fiutem w ręce albo dildem w pipce. Innym radzę omijać, a przygodę z Grindem zaczynać od bardziej ‘zjadliwych’ rzeczy.
2,5/6

Preludium ‘Impending Hostility’


Diabolical Conquest Records
2010
Czas aby też sięgnąć do naszego kaczkolandu i opisać chociaż jedną hordę z rodzimych ziem. Preludium które w podziemiu działa od ponad 12stu lat jakoś się jeszcze sławą nie okryło, ale nie w tym rzecz. Muzyka tejże czwórki maniaków nie należy do najłatwiejszej w odbiorze, a to za sprawą czerpania garściami zarówno z Death jak i Black Metalowych struktur. Często zauważalna tendencja do delikatnie mówiąc takich miraży staje się faktem, bo więcej przeciwników niż sprzymierzeńców tej materii. Osobiście, nie mam nic przeciwko w szczególności gdy jest to zrobione na takim poziomie jak w przypadku Preludium. Otóż, dziewięć kompozycji składających się na ten album będący już trzecim krążkiem ekipy z Mielca serwuje całkiem sensownie zorganizowany poskromiony umiejętnościami technicznymi chaos, który jak na kolaborację tych dwóch stylistyk nie wypada za nic mdło czy nudno. ‘Impending Hostility’ to zdecydowanie album gitarowy gdzie duży nacisk położono na pracę wioseł, które zarówno w partiach prowadzących jak i rytmicznych spisuję się bardzo dobrze szkicując obraz ‘zbliżających się działań wojennych’ hehe. Rozmach kompozycji oraz idąca w parze ich czytelność wykonania tym razem nie idąca w parze z łatwym odbiorem są naprawdę dużymi atutami tej płyty. Bardzo dobrze spisują się też wokale które mimo wszystko bazują na growlach i sięgają zdecydowanie do materii Death Metalowej, a powstały kontrast aranżacyjno-wokalny jest sprawdzianem wytrzymałości pomiędzy drapieżnością a ciężarem utworów. Cóż, pozostaje mi jedynie was zachęcić do kontaktu z zespołem tudzież poszperania na Allegro celem nabycia tej płyty.
5/6

Inherit Disease ‘Visceral Transcendence’


full-lenght, Unique Leader Records
2010
Wytrwałość popłaca, bo 4 lata oczekiwania wszystkich maniaków brutalnego rozpierdolu muzycznego nie poszło na marne, a to co otrzymaliśmy to już zupełnie kompletnie kosmiczny krążek. Muszę to przyznać na samym początku - sposób w jaki zaczął się album czyli kompletnie zwariowanym riffem prowadzącym zakrawającym juz nawet na solówkę poddał mnie niemałej próbie, bo sądziłem że panowie najzwyczajniej przesadzą i wyjdzie z tego techniczny bełkot bez polotu. Okazało się bardzo szybko, że nie mogłem być w większym błędzie i tak jak debiut ‘Procreating An Apocalypse’ był mistrzostwem to nie znam określenia na najnowsze dokonania ‘Visceral Transcendence’. W twórczości ‘pożeraczy burgerów’ nastapiły pewne zmiany choć czy to na lepsze czy gorsze trudno mi się ustosunkować, są po prostu słyszalne różnice które zespół z powodzeniem wdrożył. Przede wszystkim brzmienie z typowo amerykańskiego mięsa poszło bardziej ku większej przestrzeni, a więcej jest zwolnień co mimo ostatnimi czasy dość typowego zabiegu wśród Brutal Death zespołów tutaj udaje się i zadowala w 100%. Wokale poszły w kierunku jeszcze niższych z świńskimi i bliżej nieokreślonymi artykulacjami które zostały wyrzygane w kurewsko chory sposób. Niewątpliwie dzisiejsze oblicze Inherit Disease jest tym bardziej nowoczesnym w gatunku Brutal Death, jednak zespół zdecydowanie nie sięga w modne ostatnio klimaty Deathcore za co jestem im niezmiernie wdzięczny. ‘Visceral Transcendence’ to raptem 30 minut, ale gwarantuję wam że po takiej dawce intesywności, wręcz nawałnicy dźwięków będziecie czuli się wręcz jak po serii eksperymentów przeprowadzonych po uprowadzeniu przez obcych. I tu dochodzimy (hehe) do najistoniejszej zmiany która najprawdopodobniej miała też olbrzymi wpływ na obecny wizerunek muzyczny zespołu -> czyli fascynacji przyszłością, tematyką s-f, innymi cywilizacjami poza naszą planetą i dominacji Maszyn nad Człowiekiem. Obsesja (no może za bardzo napiętnowane słowo) doprowadziła do totalnej zagłady, a UFO pewnie zaciera łapska słysząc takich sprzymierzeńców.
6/6!!!

Inherit Disease ‘Procreating An Apocalypse’


full-lenght, Unique Leader Rec
2006
Jedynka w wykonaniu tego zacnego brutalizatora zza Wielkiej Wody jawi nami sie w jakże to oślepiającym świetle techniki, nietuzinkowych pomysłów oraz szeroko pojętego zniszczenia. Tak, tak moi drodzy, początkowo to nasi bohaterowie pod skrzydłami wytwórni prowadzonej przez chłopa z Deeds Of Flesh radowali nasze uszy przypowiastkami o wojnie, apokalipsie oraz ogólnymi tematami śmierci pomijając inne rejony wyuzdania, pornosów czy diabelskości sięgając w tematykę z innej beczki. Muzyka amerykanów bardzo kojarzy mi się właśnie z dokonaniami wymienionego wcześniej Deeds Of Flesh jednak sa w niej też elementy takich tuzów jak Disgorge czy slam ojców z Devourment. Oczywiście jest to bardzo uproszczony obraz tego co się dzieje na ‘Procreating An Apocalypse’ ponieważ ogrom riffów, zmian temp i przede wszystkim polotu naprawdę daje nieźle popalić. Przyznam się, że gdy przypominałem sobie ten album przed jego opisaniem, to pierwszy odsłuch wyglądał tak, że zdołałem tylko wklepać dane odnośnie wydawnictwa i zamarłem w jak transie. Z każdym kolejnym kawałkiem słyszy się inne wpływy, urozmaicenia jak choćby holenderskiego grania na modłę Pyaemia czy Severe Torture, słychać też ten kurewski feeling jaki towarzyszy płytom Suffocation, a najpiękniejsze w tym całej ohydzie jest to, że Inherit Disease trudno zdefiniować lub podać jedną wytyczną jaką ci skurwiele podążają. Po krótce opisane zostało czego możecie się spodziewać od ów dewiantów technicznych, dodam tylko jeszcze, że wokale to bardzo niskie gutturale, cos na zwór do czego przyzwyczaił nas Matti Way. Może i jestem ograniczonym maniakiem, ale mnie takie granie cholernie rusza! Te wszystkie załamania temp, zwolnienia, blasty, linie basu gdy milkną inne instrumenty a ja czuję jakby mnie rozdzierano od wewnątrz! Kurwa!!! Jeszcze!!!!!
6/6

niedziela, 23 października 2011

Dementor



01) Hello, how are the things in Dementor? Any forthcoming gigs or tours to promote the last album?
We´ve already played some gigs to promote our last album in Slovakia and Czech republic. We´ll see how the things goes with gigs somewhere in the Europe, cause there it goes worse. People are just fed up with music  so it is questionable whether it´s worth it. We rather  focus on the east countries where is still a huge interest, people just enjoying the concerts a lot. We´ll see what the future brings, hopefully  this situation will change and we´ll  head  to  the west.

02) Dementor is around the underground for a while, more then 20 year hehe. Its weird that in the current line up there is no-one that was with the Dementor from the begining. Haven’t you thought back then to change the name? Was the guys from original line-up ok that you will continue under the name of Dementor?
You´re right, Dementor has been running since 1988.  The band has had many members in those 23 years, founding members are not there any more.  I´m in Dementor more than 11 years, so it is longer  time than any of previous members with whom I kept in touch. We´re friends and  I  would say they are happy  that  the band continues even without them. I think than anyone of the original members didn´t expect  that  the band will continue so man y years. I have no  clue  why we should change our band name, cause we still play  the blasphemy death metal and the line of our band is still kept. If  I start to play some fucking pop or  hip-hop I will change it, but now there is no reason.

03) Since the begining Dementor was standing strongly the ground claiming anti-christian ideas, spitting out the blasphemies that were laughing loud out the holy values. What is so motivating in the matter of that religion to be all the time denied, neglected and treated without any respect (obvious hehe) – just want to know your opinion as they vary sometimes.
Why do we have to respect something we don´t agree with? Just  take a look into the past what religion has caused, so many bad things and it still continues. We never respected that, there´s no reason to change our mind not even in the future. I really don´t feel like  listening the preaching priests, who are raping the young boys... or watching at the Pope  lives in puncture and abundance behing the Vatican walls and there´s so many people starving  around the world... When someone  wants to go to church upraise their hands, there´s not on our business but anyone can´t expect that from us...

04) Don’t you think that if not christianity 75% or more Death and Black Metal bands will have no reason to exist and mock it out?
I think there is still enough things we don´t agree with, which we could try to solve and  which bother us... so  we  would  sing  for example about  the destroying our world by people  instead of religion theme, you can always find something  you disagree with... Fortunately  the religion exists, so we sing about it.

05) What was the reason of you changing the style from lets say more traditional Death Metal to Brutal Death Metal? Did it come out from you in natural way or you felt just to change somt things around?
It came quite naturally.  We never do anything  by force, it has to go spontaneously and then it´s ok. You know, you  see it like the transition from death metal to brutal death metal but from my point of view  it´s more a progress of our band like progress in making music. Everyone improves and developes and this is also reflected in his work.

06) The begining was more mechanical and rhythmical arrangements while nowadays you focus on both heaviness and technical skills which defines your Brutal style. Also there are solo guitars which today are not too often used by bands from your genre. So suming it all up tell me which element you see in your song structures the most important one whitout which Dementor simply wouldn’t be Dementor.
Obviously there are our texts on the first place and without that it just won´t be us. Generally it captures the nature of our approach  to  faith and religion. The second thing is our aggressivenes and speed,  I think Dementor is also known by that.  Basically we always try to have some structure of music, not to have just  riffs  stacked  into an audio track.  I´m the old school and  even when I was  a  small boy I used to listen a series of the guitar solos. We  also  try to put it into  our  music, cause I assume  the solo somehow goes  together  with  it.

07) Last album was released by small MetalGate label and simply tell me why? Band and the name Dementor plus reputation of solid Death Metal through years and noone else was interested with it?
To be honest  with  you, we didn´t try to find anyone else. As you mentioned  Metalgate maybe isn´t a big company, but they gave us the great conditions, which can not afford whoever.  They work as a great machine with no defects  and  they  fulfill everything as we agreed on without any delay. During the time  that I´m on the music scence, I´ve learned  that  it  isn´t important  whether  it is big or small company, but how  is the attitude to the  work.  I think  the Metalgate really do for us more than any big company,  so there is no reason to be dissatisfied or to change anything.  I know many bands  who were under  the big companies and they fell  into the oblivion because  they didn´t push them further. They  just  cared about the big bands,  from which they profit.


08) Btw. are you obsessed with angels with big tits or what? Haha Last three covers have such images.
Of course, we love women and  the big  tits J, don´t you  like that?

09) Ok, you got me here hehe. If ever you are going back to the oryginal first recording of Dementor what do you think of it? I know that it wasn’t any of you involved in it but from this point of view you can easily check the progress the band did.
We take the first recordings really lightly, it was just the beginning  of our music  career, but at that time it was certainly great. Every band wants to improve, to bring always something new  along the way and tries  to maintain its shape. This is exactly what we do, we play and develop. When you  listen each of our album you can see the movement forward  while everyone is a little different but in fact is´s still a Dementor.

10) I saw one review of the previous album entitled ‘Brutal, but quickly forgotten’. Do you think that really the album ‘Faithless’ is missing something?
Maybe it´s different than  previous albums, but I don´t think it would be something missing. It´s just someone´s opinion and I accept that.  People don´t  have the  same tastes,  everyone  likes something different and that´s why is so many music styles in the world. There is certainly plenty people for whom is the album Faithless unforgettable, that´s  just  the  matter of the opinion and taste.


11) What kind of differences you see between the past albums and ‘Damned’?
The main difference is that we tried to put there  a  few melodic  lines. We wanted to try something new and we were especially curious about the  reactions of  our  fans. While recording  we invited a few guests who surely enrich the album Damned.  Martin Androvič from the band  Brainscan helped us with classical singing in song Isolated, Seven deadly sins and Blind faith. Of course, the main structure of Dementor  was preserved, it is fast  aggressive and brutal death metal enriched by melodic elements. Depends on people how  they  will  react on  this album.

12) I do not know a lot from Death Metal scene in Slovakia apart from names like Perversity, Goreopsy, Foeticide, Typhoid, Surgical Dissection, Contempt or Eternal Bleeding... Any other names to recommend? It doesen’t have to be only Death Metal hehe.
I think you know many Slovak bands.  I would definitely recommend you the band Depresy,  who  is  already  a  few years on the music scene, known not only in Slovakia but  also outside our borders. Then  it is also  the band Pathology Stench or Killchain. If  you prefer the commercial  crap  I can  recommend  you Desmod or Gladiator. The second band used to play the descent trash death metal and their music  videos  were broadcast on MTV. Currently  they play melodic rock for  the girls. If you like rap or hip-hop you  have to listen to Kontrafakt or Rytmus.


13) Well, I think I'll just stick to underground metal hehe. Tell now the info for live gig organisators, what are your demands?
I don´t think we have  any special demands.  Everyone who  would  be interested in inviting us to the concert let us know  at our email or myspace.com/dementor.sk

14) That should be all. Cheers for your time and let the blood of christian pigs soak the ground!
Thx for the interview. I hope you´ll enjoy our new album. See you somewhere at he gig...

http://www.dementor.nfo.sk/
http://www.myspace.com/dementorsk
http://bandzone.cz/dementor


interview by Waldemar 10/2011