niedziela, 28 kwietnia 2013

Kingdom ‘Morbid Priest of Supreme Blasphemy’






















Hellthrasher Productions, album 2013

Drugie wydawnictwo Polskich bluźnierców z Płocka (nie licząc Ep’ki ‘Temple of Death’ która ukazała się pomiędzy albumami) nie pozostawiło cienia wątpliwości, że panowie wiedzą jak przypierdolić z archaicznym Death Metalem. Granie tego typu nie wnosi absolutnie nic nowego do gatunku, jednak nie w tym rzecz, bo piekielny łomot jaki serwuje nam Kingdom jest wart każdej pojedynczej minuty spędzonej z tym materiałem. Tak więc pora na trochę szczegółów zawartości tego krążka.
Stylistyka Kingdom jest osadzona głęboko w Szwedzkich korzeniach typowego old schoola z początku lat ‘90tych (debiut Grave czy choćby odegrany cover Nihilist) a nawet i przed, do tego proponowałbym zagłębić się w ten sam okres czasowy ale przenieść się do Finlandii (Abhorrence) lub smolisty ciężar riffów zaczerpnięty z takich smolistych tworów jak Amerykański Incantation. Ciekawym zabiegiem jest fakt, że muzyka nie galopuje w zatrważającym tempie do przodu, jest bardzo wyważona, potęguje diabelski klimat, momentami nawet zahaczając o klimaty Doom/Death jak choćby w utworze ‘Morbid Priest’. Materiał przypomina swą zawartością jakby ktoś zatrzymał czas ponad dwadzieścia lat temu zarówno od strony aranżacyjnej jak i nie dopieszczania realizowanego dźwięku który pozostaje owszem chamski, toporny i wulgarny jednak triggerowane centralki słychać, ale ja się tam czepiać nie będę hehe. Dodatkowym atutem są wokale Lewana, które nie są ani to typowymi growlami czy krzykami tylko chorobliwymi szeptami, pomrukami które w swojej barwie i sposobie wykorzystania momentami przywodzą na myśl Beherit. Patrząc jednak całościowo na zabiegi wokalne na ‘Morbid Priest of Supreme Blasphemy’ obcujemy z necro growlami, tak bym to najłatwiej określił. Materiał posiada jak już wspomniałem zróżnicowane pod względem tempa kompozycje, gitary jednak, o których jeszcze słów kilka, w większości bazują na tremolo riffach w których pojawiają się chaotyczne solówki, wspomagane dynamiczną sekcja rytmiczna w tle.
Materiał Kingdom jak najbardziej jest wart wydania tych paru złotych i chociażby odżałowania sobie durnych kilku piw, no chociaż zimna piana znowu taka głupia nie jest hehe. Czas więc pogodzić obie racje i wypić przy nieświętnych i wzgradliwych dla boga dźwiękach Kingdom przeglądając wkładkę albumu, a przy okazji pić juz 3cie piwko. 

Scent of Death ‘Of Martyr's Agony And Hate’





















Pathologically Explicit Records, album 2012

Tak więc po 15stu latach istnienia doczekaliśmy się drugiego albumu Hiszpanów, który w porównaniu do debiutanckiego longa jest cholernie dojrzałym wydawnictwem. Gdy dostałem ten krążek od chłopaków ciężko było mi się zabrać za to by sklecić kilka zdań o nim na komputerze, bowiem wiadomo, że łatwiej jest machać łbem i radować się z tak zajebistego albumu niż przynudzać się w tzw. intelektualną paplaninę ‘niby eksperta’ hehe. Otóż, krążek ten od około tygodnia towarzyszy mi dzień w dzień w drodze do pracy gdzie celowo spowalniam kroku nawet ryzykując spóźnienie, a to po by móc jeszcze cholera kilka wzorcowych riffów usłyszeć które pięknie rozpieprzą mi czaszkę zanim wkroczę w burdel zwany pracą.
Tak jak debiut można śmiało nazwać raptem przyzwoitym materiałem w poletku Death Metalu tak dwójeczka Galicjan jest czymś czego nawet zespoły mainstreamu by się w życiu nie powstydziły, a mogą nawet i pozazdrościć. Scent Of Death prezentuje miksturę technicznego Death Metalu gdzie moc riffów rodem z Florydy przeplata się z Europejskim graniem blastów. Na ‘Of Martyrs Agony’s And Hate’ odnajdziemy bez problemu echa takich zespołów jak weterani z Suffocation, Hate Eternal, dusznego klimatu Immolation oraz rzeźnickiego katowania rodem Severe Torture. Wrzućcie całość ów wariancji do jednej maszynki na surowe mięso, dorzućcie wyszukane pełne harmonii i pięknej melodyki solówek, całą tonę polotu w płynności kompozycji i pomimo braku nacisku na niski ton brzmienia gitar, cholernego ciężaru aranży, w szczególności wolniejszych utworów jak ‘Ego et Provoco’. Większość materiału zawartego ‘Of Martyrs Agony’s And Hate’ oscyluje w szybkich blastujących partiach, technika dominuje w każdym pojedynczym takcie albumu jednak jest na tyle podana w dostępny sposób, że kompletnie nie ma tutaj mowy o stawaniu na głowie dupą w bok by zrozumieć co się tu dzieje; nie oznacza to, że Hiszpanie poszli na łatwiznę by zdobyć grono odbiorców którzy nie maja pojęcia o muzyce, o nie! Idealny sposób na znalezienie balansu pomiędzy przepaścią przekombinowania i nudy w gonitwie na riffach a twardym stąpaniem po gruncie z kurewsko mocnym materiałem który wg mnie powinien zdobyć rzesze maniaków pełnych oddania kunsztowi tych dźwięków. Na koniec dodam, że zabieg wysunięcia wokali na przody wraz z centralkami dał piorunujące wrażenie, album zyskuje dodatkowego ‘kopa’ i wali po mordzie z siłą niszczycielskiego tsunami.
Scent Of Death nagrał bardzo dobry album, który jeśli ich rodacy z Pathologically Explicit Records wypromują należycie to o zespole będzie można jeszcze sporo dobrego usłyszeć. Póki co z mojej strony najwyższa rekomendacja dla tych którzy kochają technikę, ciężar i brutalną nawałnicę dźwięków połączoną z zajebistymi gitarowymi solówkami, growlami i krzykami. Życzę chłopakom jak najlepiej, niebawem wywiad, a teraz przysłowiowe ‘amen’ i wciskam ponownie ‘Play’. 

Pure Evil ‘As Blood Turns Black, Mankind Shall Drown In Despair’





















Hammer Of Hate, album 2012


Trzeci album multi instrumentalisty Nieminen’a znanego także po pseudonimem Kryth to konkretny albym pełen przemyslanych aranżacji, Black Metalu w którym nadal pojawiają się echa nieświętego gatunku Death tym razem zrzuconego zupełnie w tło. Kryth jak wiadomo znany jest także z Musta Kappeli oraz Korgonthurus i jakby nad tym sie zastanowić to zajebiście łatwo stanąć po tej stronie gdzie ja i pisać słowa krytyki lub pochwały dla Pure Evil, bo przecież gość jest uzdolniony, sam nagrywa i komponuje całość a przy okazji oddaje się swoim czterem innym zespołom mniej lub bardziej prężnie działającym. I za to już należy się olbrzymi szacunek, za oddanie i życie jakie poświęca by tworzyć m.in. tak cuchnące śmiercią i bezgranicznie opętane albumy o którym kilka słów poniżej.
Musze przyznać, że tytuł albumu Fina ‘As Blood Turns Black, Mankind Shall Drown In Despair’ pasuje idealnie do zawartości muzycznej. W 5-ciu kompozycjach plus intrze które jest krótkim trochę ponad dwu minutowym instrumentalnym utworem zawarte są zaiste słowa przemiany krwi w czerń a ludzkość w następstwie pogrąży się w rozpaczy; symbolika aż nader wymowna. Black Metal jaki prezentuje Pure Evil w większości jest nastawiony na średnie tempa, jednak nie brakuje zarówno i blastów lub idąc odwrotnością, mamy tutaj mizantropijną nutę, ponurą, wręcz pogrążoną w tytułowej rozpaczy jak to ma miejsce w przypadku ‘Blood Turns Black’. Utwory są rozbudowane klimatem dzięki partiom gitar raz melodyjnych raz ostrych, powtarzalność riffów i patentów jest jak najbardziej zauważalna co wcale nie stanowi problemu, aranżacje nie wieją nudą, a wręcz przeciwnie przyciągają, hipnotyzują swą aurą, nawet te trwające ponad 11-ście minut. Sporym atutem są wokale Kryth’a bazujące na BM screamo jednak mające w sobie też coś z growli co w efekcie finalnym daje groźne pomruki, dające wrażenie jakby jego głos wydobywał się gdzieś z oddali. Czuć w nich wypluwane z siłą demonicznego opętania Zło, Czyste Zło; gościnnie w jednym z utworów wspomógł Kryth’a Molestor Kadotus znany z Anal Blasphemy a zarazem szef Hammer Of Hate. Wracając jeszcze na moment do muzyki to w szczególności średnie tempa kojarzą z Fińskimi potęgami i ich mocą przekazu jak Horna czy nawet Behexen, gdzie słuchacza aż wbija w siedzisko z otwartymi ustami w podziwie pieprzonego majestatu.
Pure Evil nie jest tworem który zawładnie i zatrzęśnie światowym podziemiem Black Metalu, ale nie wątpię że swoje grono fanatyków ma, bo kontemplować te dźwięki to wręcz obowiązek: świece, alkohol i Black Metal wiejący chłodem i Złem. Moje stanowcze ‘tak!’

niedziela, 17 marca 2013

Exitium



01) Witaj Abazus. Na początek tradycyjnie, kilka słów odnośnie historii projektu Exitium, a potem zaczynamy konkretne odpytywanie hehe.
Witaj Waldek. Co do historii Exitium nie będe się rozpisywał.Projekt powstał w styczniu 2012. W lutym tego samego roku nagrałem pierwszy materiał zatytułowany "Odium" oraz pierwszy teleldysk. W lipcu 2012 nagrałem kolejny materiał "Land" .W oczekiwaniu na mastering porozsyłałem wersję roboczą do kilku wytwórni muzycznych. Dostałem propozycję od TOD Production. Byli chętni wydaniem "Land". Niestety pewne studio które miało zmiksować i zmasterować album przywaliło (bardzo grzecznie mówiąc) w chuja. 

02) Exitium porusza się stricte w klimatach fantasy zarówno jeśli mowa o otoczce warstwy tekstowej jak i muzycznej. Skupmy sie wpierw na pierwszym elemencie który nie tylko jest widoczny w Exitium ale istnieje przecież przede wszystkim jako osobny gatunek w literaturze ale też zaczyna być prężną częścią branży filmowej. Powiedz zatem jak odnosisz się zarówno do książek i produkcji filmowych fantasy?
Moja przygoda z literaturą fantasy zaczęła się dawno temu, kiedy to wszystko co teraz się z tym dzieje nie było tak komercyjne jak teraz. Książki Tolkiena nie były wtedy tak dostępne jak teraz a już nie było mowy o ich zakupie. Miałem o tyle dobrze, że moja ciotka pracowała w bibliotece dla nauczycieli i ściągnęła cała trylogie z Krakowa. Niestety miałem jedynie na tydzień wypożyczone książki więc zarywałem noce, nie tyle by zdarzyć (choć na początku tak było) ale pochłonęły mnie na dobre do tego stopnia, że w wieku 16 czy 17 lat przez 3 tygodnie sam napisałem swoją czterdziesto pare stronicowe opowiadanie fantasy. Jako, że w tedy mało kto miał komputer, więc dałem kumplowi aby mi przepisał i ... chuj do dzis ani książki ani moich "ręcznych notatników". Może w przyszłości wrócę do tego pomysłu. Zobaczymy. Co do filmów hmm ciężki temat. Wiesz, w trakcie czytania powieści każdemu w głowie rodzi się obraz z którym przegrywa nawet najlepiej nagrany film.

03) Ostatnio również sporym zainteresowaniem cieszy się szeroko pojęta polska fantastyka a persony jak Pilipiuk, Ćwiek, Foryś, Dębski, Kossakowska, Kozak czy Piekara to wręcz ikony wspaniałych godzin spędzonych z książką. Czytasz coś z powyższych czy raczej skupiasz swoją uwagę wyłącznie na muzyce?
Dużo słyszałem na temat polskiej literatury fantasy i jeszcze więcej razy zabieram się za zapoznanie z nią. Bardzo mało wiem o niej, kiedyś nadrobię...

04) Ok, ostatnie pytanie o literaturę, a klasyk jak Pratchett czy znany każdemu Tolkien?
Co do Tolkiena to na pewno lider w literaturze fantasy, szkoda że w dzisiejszych czasach Toliena uważa się za reżysera "Władca Pierścieni" heheheh bo i takie zdania słyszałem. Co do Terrego Pratchetta to według mnie wydał dwie pozycje bardzo dobre natomiast na pewno nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia jak J.R.R 

05) Twój debiutancki materiał nosi nazwę ‘Land’, możesz wyjaśnić o jaką krainę chodzi?
Debiutancki album nosi nazwę "Odium". "Land" to drugi materiał chociaż od drugiego materiału Exitium podążył nową ścieżką. Tak jak pisałem wcześniej każdy w trakcie czytania książki ma swoją wizję, swój obraz. "Land" to moja wizja która zbierała się od dłuższego czasu gdzieś w mojej głowie. Kiedyś wziąłem gitarę i ku mojemu zdziwieniu po 3 dniach miałem nagrane już gitary, klawisze i kotły. W sumie w 4 dni materiał był stworzony i nagrany.

06) Równocześnie każdy z utworów nosi nazwy które wg mnie zostały nadane wg Ciebie światu który wykreowałeś na potrzeby własnej twórczości muzycznej. Pytanie a zarazem prośba o rozwinięcie szczegółowe nazw każdego z utworów z osobna.
Powiem tak: Wolałbym aby każdy z słuchaczy sam doznał wizji zawartych na "Land". Myślę, że sprawa każdego z osobna, niechciałbym nikomu świadomie czy nieświadomie niszczyć wizji tak jak w przypadku filmów Petera Jacksona

07) Teraz kwestia bardziej techniczna samego procesu pisania muzyki, jakie są większe atuty tego, że tworzysz całość materiału samemu? Zastanawiałeś się może aby w przyszłości wykorzystać również prawdziwego perkusistę zamiast automatu?
Wiesz gram od ponad 17 lat, czy to w solowych projektach czy pełnoskładowych bandach i wierz mi samemu lepiej się tworzy. Nikt nie wpieprza się, mam w 100 % kontrolę nad muzyką. Co do prawdziwej perkusji to owszem , już od dłuższego czasu nosi mnie z zamiarem zakupu tego instrumentu, kiedy fundusze mi na to pozwolą na pewno zrobię ten krok. Co prawda na "garach" zbyt dużo nie grałem ale poradziłbym sobie.

08) Muzyka sama w sobie to połączenie Black Metalowych struktur gitarowych z wokalnym screamo charakterystycznym w tym gatunku. Dodatkowo nie boisz się używać ogromu klawiszy, a automat perkusyjny często jest zaprogramowany niczym pompatyczne pieśni nawołujące do odwagi w wielkich bitwach. Skojarzenia niosą się same na usta, ale o tym w kolejnym pytaniu. Co wg Ciebie jest unikalnego w tym co tworzysz, w jaki sposób wizja którą posiadasz w sobie staje się ‘materialna’ w formie dźwięków?
Odkąd powstała muzyka było wiadomo, że jest odzwierciedleniem odczuć, uczuć czy jakichś innych doznaniach. Kiedy rodzią się we mnie pewne wizje przelewam je na muzykę. A co jest w tym unikalne? Hmmm odpowiem Ci to samo co Frantz-E Petiteau (francuski pisarz), który pisze książke "Metal and Fantasy" (dla Exitium także będzie miejsce w jego wydawnictwie). Zapytał mnie jak bym zareklamował Exitium. Moja odpowiedź była: Nie będę reklamował swojej muzyki kto chce nie słucha kto nie to nie. Dla mnie jest to unikalne bo to moje. Dla niektórych też, świadczą o tym ogladalność i liczba fanów chociażby na Facebooku


09) Skoro już wspomniałem to muszę hehe. Nie da się ukryć, że olbrzymią inspiracją dla Twojej twórczości jest Austriacki Summoning, stąd i pytanie, co wg Ciebie stanowi o różnicach w muzyce Exitium a Summoning? Jakie inne zespoły jeszcze Ciebie inspirują w przypadku twórczości Exitium?
Nie jest tak, że wzoruję się na Summoning. Pomysł takiej wizji muzycznej zrodził się już bardzo dawno temu, a dokładnie w roku 1995 kiedy założyłem pierwszy projekt pod nazwą Ladros. Wtedy były inne czasy więc nie mogłem pozwolić sobie na zrealizowaniu mojego pomysłu w 100 %, więc Ladros stał się projektem klawiszowym, który zyskał uznanie w podziemiu. Muzyke Ladros puszczano nawet w kilku radiach co dla mnie wtedy 15-letnie młodego człowieka było niezwykłym osiągnięciem. W tych czasach nie puszczano tak muzyki mało znanych czy w ogóle nieznanych bandów. Dziś jest to bardzo ułatwione. Wracając do pytania pomysł na taką muzykę zrodził się dużo wcześniej, chociaż było by kłamstwem gdybym powiedział, że Summoning nie odbił się znacząco dla mnie i mojej muzyki.

10) Muzyka na ‘Land’ zdecydowanie nie jest skierowana do radykałów i ortodoksów, ale było by też zniewagą zaliczyć ją do tej łatwej i rozrywkowej. Gdzie wg Ciebie jest miejsce dla Exitium na scenie undergroundowej? Kto będzie jego potencjalnym odbiorcą?
Z tego co zaobserwowałem muzyka Exitium trafia do wszystkich nie ma znaczenia czy ktoś słucha black, death czy innego odłamu metalu. Owszem trafiają się osoby dla których Exitium to totalne gówno, ale jak wiadomo każdy ma prawo do swoich wypowiedzi.Nie zamierzam nikomu wciskać na siłę obrazu muzycznego Exitium. Wyjątkiem jest moja kobieta, której puszczam każdy nowo nagrany utwór czy chce słuchać czy nie hehehe. A czy jest miejsce dla Exitium na scenie undergroundowej?Myślę, że już znalazło się. Myślę, iż nowy materiał wzniesie Exitium wyżej.

11) Powstał także klip do jednego z utworów, który można zobaczyć na youtube. Powiedz mi jak oceniasz swoją pracę jeśli chodzi o produkcję tego klipu oraz czego możemy sie spodziewać w tej materii w niedalekiej przyszłości? Pojawią się kolejne?
Wiesz, jeśli chodzi o clip wydaję mi się, że wyszedł ok. Dziś pewnie zrobiłbym go nieco inaczej, ale osobiście mi się podoba. Ciężko jest nagrać teledysk gdy robię za reżysera, kamerzystę, montera itd. Sam zrobiłem go od a do z zresztą jak wszystkie moje clipy. Cały teledysk został nagrany telefonem komórkowym więc i tak wyszło ok jak wspominałem. Kolejne clipy na pewno będą ale to przy wydaniu nowego albumu, prawdopodobnie jeszcze w tym roku.

12) Powiedz coś bliżej odnośnie samej produkcji i finalnych miksów oraz kto zajął się oprawą graficzną płyty? Skąd pochodzą zaczerpnięte obrazy? Pamiętam, że wspominałeś o problemach z produkcją samego krążka, bo kto spieprzył termin czy odmówił masteringu?
"Land" pierwotnie miał wydać TOD production, niestety przez studio które było odpowiedzialne za miks i mastering wytwórnia podziękowała za wydanie, gdyż w terminie nie wysłałem gotowej płyty. Studio Kola a raczej właściciel, którego znam parę lat już zbywał mnie w terminach. Raz twierdził, że miksy już skończył raz, że płyte wysłał do przyjaciela, który zrobi master, potem że w Rzeszowie razem z akustykiem Kat kończy master. I tak minęło ponad 8 miesięcy. Więc wytwórnia już nie chciała czekać, prawdopodobnie myśleli, że sam coś ściemniam. Do dziś mi samemu trudno w to uwierzyć, że można coś takiego komukolwiek zrobić, no ale człowiek na błędach się uczy. Oprawą graficzną sam się zająłem i tutaj też były niemiłe niespodzianki. Zleciłem wydruk w Polsce digipacków, które zaginęły na poczcie na około 5 tyg, na szczęście przesyłka się znalazła.

13) Jak zajmujesz się promowaniem płyty? Gdzie można ją dostać i czy oprócz samej muzyki są gotowe już jakieś gadżety?
Płytę można kupić na mojej stronie www.exitium.pl jak również bluzy, koszulki itd.

14) Myślałeś nad rozwiązaniem kwestii koncertów w przyszłości? Na chwilę obecna jest to rzecz jasna niemożliwe, ale stanąć na deskach sceny z własnym materiałem to przecież rzecz niezastąpiona, nawet dla choćby 30-50 ludzi.
Z taką muzyką jaką reprezentuje Exitium zgodziłbym się tylko na koncert w plenerze, nie w jakiejś zadymionej sali gdzie 15 latki narąbane 2 piwami rzygają pod sceną. Kiedyś grałem koncerty czy to w Thetragon, Wintermoon, Ladros, In the Doriath czy Ardor i przyznam czasami jest chęć powrotu na deski, no ale jeśli chodzi o koncert Exitium tak jak powiedziałem zgodziłbym się tylko i wyłącznie na jakiś klimatyczny gig. 

15) Plany na najbliższą i tą dalszą przyszłość?
W tym roku powinienem nagrać nowy materiał na który czeka Metal Blade Records, ale na razie nic nie mogę więcej powiedzieć na ten temat. Jeśli ktoś chce posłuchać Exitium zapraszam na www.exitium.pl. Poza tym jak wspominałem francuski pisarz Frantz-E Petiteau pisze właśnie książkę "Metal and Fantasy"gdzie znajdzie się miejsce także dla Exitium. Wydawcą jest CAMION BLANC i ma się ukazać w kilku językach.

16) Dzięki wielkie za Twój czas Abazus i ostatnie słowa należą do Ciebie! Co do Diabolic Stench pogadamy przy okazji wydania materiału. A teraz ‘fuck off god’ i powodzenia z Exitium.
Dzieki Waldek za zainteresowanie Exitium i wsparcie. Oczekujcie nowe pozycje Diabolic Stench oraz Exitium. Hail!!!

interview by Waldemar March 2013

Defeated Sanity ‘Passages Into Deformity’























Willowtip, album 2013

Na początku lutego ukazał się kolejny album który można już zapisać w historii Brutalnego Death Metalu jako istną masakrę. To co Niemcy zrobili na swoim czwartym albumie jest szalenie bogatym kompozycyjnie materiałem, który pomimo swej intensywności i zawiłości oraz wymogu skupienia uwagi słuchacza co się dzieje w trakcie 37miu minut trwania materiału, jest bardzo spójnym i cholernie inteligentnym graniem wbrew pozorom tego jaki hałas a nawet momentami zdawało by się improwizację techniczną możemy usłyszeć. ‘Passages Into Deformity’ udowadnia, że wciąż przed nami lata świetności muzyki ekstremalnej, a jest jeszcze wiele do pokazania i odkrycia, ale przejdźmy do konkretów poniżej.
Ostatni album jak do tej pory Defeated Sanity (cholera, nazwa zespołu pasuje wręcz idealnie pod stylistykę i to co tworzą, bo jest to tak rozwalająca muzyka, że z Rozsądkiem nie ma za wiele wspólnego hehe) pokazał kolejny krok naprzód w utworach Niemców i tego w jaki sposób postrzegają swój kompozycyjny rozmach. Nie da się ukryć, że forma Brutal Death Metalu ukazana na ‘Passages Into Deformity’ to już nie tylko czystej maści ‘pokręcony’ Death Metal, ale cholerna pieprzona wirtuozja, często zahaczające o Jazz. Oni nie boją się wykorzystać załamań temp, które czasem brzmią jakby nie potrafili się zgrać lub takiego nawału dźwięków, że łeb aż kipi próbując ogarnąć chociaż część tego co słyszy. Do tego bajeczne solówki i niech mi ktoś powie gdzie w takiej stylistyce jaką znamy np z albumów amerykańskiego Disgorge wcisnąć sola gitarowe? Niemożliwe? No to brać się za Niemców i to już! Zostają tu także wykorzystane spore ilości partii zwolnień Slam’owych jednak nie jest to regułą (na tym albumie nie ma reguł skoro juz o tym mowa) by każdy z utworów posiadał obowiązkowego breakdown’a czy choćby kilka przejść w wolną rytmikę. Oprócz wychwalania aranży gitarowych należy wspomnieć też o niesamowitości pracy jaką wkłada tu sekcja rytmiczna w pełen obraz płyty. Polot, przekrój całokształtu i nazwijmy to górnolotnie, po prostu umiejętności są tutaj kluczem do tak skomasowanej brutalności! Nad wszystkim, niczym wspólny mianownik do ów choróbska, panuje wokal, niski growl który wprawia w pożądaną monotonię, że dosłownie nie można się od nagrania oderwać.
Niemcy kolejny raz udowodnili, że są w formie o jakiej wielu może im pozazdrościć. Tak więc podsumowując powyższe wypociny, próbę opisania majstersztyku ‘Passages Into Deformity’ mogę tylko dodać, dodatkowym atutem jest okładka autorstwa T.Egawy która po prostu zabija, a dla tych co lubią pooglądać wywiady, popatrzeć jak chłopaki nagrywali ów album została załączona płytka dvd właśnie z takim materiałem.

Into Darkness ‘Into Darkness’























Hellthrasher Productions, demo 2012

Debiutanckie demo Włoskiego Into Dakrness po prostu mnie zszokowało! Przeglądając katalog Bartka z Hellthrasher Prod., zobaczyłem że wydał ich właśnie na krążku więc udałem się szybko na odsłuch na yt by sprawdzić czy mój spatrzony już do reszty gust muzyczny obejmie i potwierdzi to czego się spodziewałem po ów 25ciu minutach muzyki. Pierwszy riff (nie pamiętam dokładnie który utwór otworzyłem jako pierwszy) i zostałem dosłownie zmieciony z krzesła! Potężnie, ciężko i totalnie w ryja!
Cztery utwory jakie zaprezentowała mieszana płcią ekipa z kraju makaronu i pizzy to jeden z najbardziej doskonałych debiutów, na dodatek demo, jeżeli mówimy o old schoolowym Death / Doom Metalu. Od razu tłumaczę by ktoś przypadkiem etykiety Doom nie zestawił w połączeniu z płaczliwymi ciotami których muzyka jest tak porywająca jak bluzeczki z rękawami zakończonymi falbankami i misterium parodii nocy rodem: wkładamy plastikowe kły na zęby i oto ja wampir jak świnia z zagrody pana Andrzeja. Wracając jednak do rzeczy, ‘Into Dakrness’ to kolaboracja agresji, siary piekielnej i ciężaru niczym dupy Grycanek na walnym zgromadzeniu miłośników pierdzenia. Dobra, koniec żartów! Jak już mówiłem są to 4ry utwory które po prostu nie pozwolą wam na chwilę oddechu w zachwytach nad smolistością atmosfery jak i olbrzymią ciężkością brzmienia objawiającą się też w ponurych wolnych tempach które to są z kolei idealnie przeplatane z szybszymi a i nawet blastującymi partiami. Sądzę, że porównanie lub zestawienie ich twórczości (pomimo młodego stażu pod tym szyldem) w jednym rzędzie z takimi tuzami których wpływy słychać tutaj ‘gołym uchem’ jak Incantation (gdyby pominąć brzmienie), Asphyx, Disma. Jednak nie rzecz w tym z czego dwie kobietki i koleś czerpią, ale właśnie chodzi o to rozmach zniszczenia jakie sieją w swoich nawiedzonych do bólu riffach pod które podpięta jest astralna wizja zniszczeń i najróżniejszych kolizji kosmicznych opowiedziana zajebistym wręcz growlem kobiety ukrywającej się pod pseudonimem Doomed Warrior.
Szczerze mówiąc mamy do czynienia z bardzo dobrą produkcją, muzycznymi aranżacjami, wyjątkową wręcz dusznością a nawet klaustorofobicznym dźwiękiem! Materiał dla prawdziwych fanatyków old schoolowych materiałów! Po prostu warte wydania każdej kasy! Aha, jeszcze jedno, miejcie na nich oczy i uszy szeroko otwarte bo jestem pewien, że za niedługo zawładną jeszcze większą ilością umysłów maniaków, takich jak wy!

Summoning ‘Oath Bound’






















Napalm Records, album 2006

Po wyczytaniu gdzieś całkiem niedawno, że nowy album jest w powijakach i ma się pojawić najprawdopodobniej jeszcze tego roku, postanowiłem opisać ostatni album Austriaków, który jak i podobnie z całością dyskografii należy do ligii do której bardzo często się wraca w celach relaksacyjno rozprężających, gdy człowiek jest żądny epickiej muzyki na odpowiednim poziomie, bez jakiejkolwiek żenady.
Każdy zapewne, bo nie wierzę by mogło być inaczej, miał styczność z twórczością Summoning w mniejszym lub większym stopniu, więc chociażby pobieżnie wiecie czego można się spodziewać po ich albumach. Styl który rozwijali i udoskonalali z płyty na płytę począwszy od ‘Lugburz’ który był zdecydowanie albumem Black Metalowym w którym pojawiały się ewentualne zarysy epickości w kierunku jakiej podążył na późniejszych nagraniach Silenius z Protectorem tym samym rezygnując z usług Trifixiona, zaczynając korzystać po dziś dzień z automatu perkusyjnego. Dla jednym takie rozwiązanie jest nie do przyjęcia, jednak moim zdaniem w stylistyce w jakiej porusza się Summoning, stylu jaki sobie wypracowali na przestrzeni lat, automat perkusyjny sprawdza się jak najbardziej i pełni tu funkcje nadawania motoryki właśnie ów patosowi. Kompozycje są rozbudowane, bo 8siem utworów trwa prawie 70siąt minut co juz pokazuje z jak rozbudowana wizją będziemy mieli okazje podjąć ‘walkę’. Dodatkowo cała otoczka podparta Tolkienowskim klimatem, co w efekcie z ów folkowymi naleciałościami (nazwijmy to w uproszczeniu folkiem) kreuje wręcz hipnotyczna aurę, podniosłą czyniąc tym samym każdy utwór hymnem samym w sobie. Tak jak jeszcze w pierwszej fazie dokonań Summoning utwory choćby na ‘Minas Morgul’ były bardzo gitarowe a klawisze tylko je wspomagały, tak z czasem uległo to zmianie i jest prawie że odwrotnie. Czy to źle? Nie mi oceniać drogę jaką obrał zespół, jednak jeśli zależało im na wydobyciu potęgi podniosłości, ubrania jej we wręcz namacalne szaty świata literatury Tolkiena i ukazania jej od mrocznej strony. Wokalnie również są zauważalne zmiany na przestrzeni lat istnienia projektu bo od chaotycznych wrzasków na ‘jedynce’ po dzisiejsze eksperymenty z czystymi wokalami, chórami, do oczywistego pozostawienia formy screamo.
Generalnie rzecz ujmując, na tej płycie nic człowieka nie dziwi, bo jesteśmy od początku poprzez renomę uświadomieni czego oczekujemy po albumie nagranym pod szyldem Summoning. Jednakże, każdy z albumów z osobna a i w tym ‘Oath Bound’ stanowią fantastyczną wyprawę po świecie jaki znamy jeśli nie z książek to chociażby z filmów Petera Jacksona (chwytać za książki cholery jedne hehe). Album rewelacyjny, koniec.