piątek, 23 września 2011

Denouncement Pyre 'World Cremation'


full-lenght, Hells Headbangers Rec
2010
Z czeluści piekielnego Melbourne nadszedło wreszcie po 7miu latach oczekiwań (czt. demosów, Epek i splitów) debiutanckie ścierwo pomiotu Denouncement Pyre. Ten wojenny wymiot będący mirażem Black i Death Metalu kultywujący śmierć w oczywisty old schoolowy sposób niesie ów zarazę niczym nuklearną sukę z którą sam Szatan ‘zatańczy’ w ostatniej orgii kremacji świata. Zaczyna się to wibrująco złą energia płynącą z intra, które przy akompaniamencie równie złowieszczych bębnów zwiastują początek końca. Mija może raptem 45 sekund i pierwszy cios zostaje wymierzony, siarczysty, smolisty pierdolony Black z elementami Death Metalu jaki znamy z dokonań Cianide czy Nunslaughter. Australijczycy czasem korzystają z klawiszy, odgłosów dzwonów... takie piekielne smaczki. Oprócz szybkich temp w których niczym ujadanie sfory jawią się zniewalające smrodem solówki wprost zza grobu, mamy też sporo średnich temp, zwolnień które wrzucają nas w klimaty zwiększonej dozy Thrash Metalu która spowita oparami mroku i bestialstwa pobudza tylko do jeszcze bardziej zdecydowanych bluźnierstw, aktów hedonizmu, wojny czy purystycznej nienawiści. ‘World Cremation’ jest zdecydowanie nastawiony na prawdziwych maniaków którzy smród Piekła i tortur wdychają każdej nocy i dnia gdy tylko obcują z muzyką, tak więc umierać i wdychać ten odór.
5/6

Amagortis 'Intrinsic Indecency'


Amagortis ‘Intrinsic Indecency’
full-lenght, Brutal Bands
2010
Ostatni bękart szwajcarów jest jakoby rozwinięciem stylistyki do której zdążyli nas juz przyzwyczaić jednak jest tu kilka łatwych do wychwycenia różnic o których sobie pomówimy, a czy na plus to się okaże. Tak więc kolejne trzy lata minęły a chłopaki już bez uroczej basistki która to zmuszona bedąc kontynuować swoja karierę zawodową wyjeżdża na dwa lata do Kanady, a na jej miejsce przychodzi jakże to mniej uroczy Schwab a teraz Bobo. Ta akurat nowinka nie należy do tych najbardziej szokujących, że na scenie mamy kolejnego pindolka zamiast pary bujających się cycuszków. Przede wszystkim uległy zmianie struktury kawałków w których to więcej blastów jednak dziwnie to zabrzmi, ale blastów rytmicznych brzmiących jak generowane z jakiegoś automatu. Gitary straciły troche na mocy rozwijając się moim zdaniem niepotrzebnie w bardziej udziwnione riffy, mniej mięsiste jakoś mniej do mnie przemawiające. Oczywiście nadal od cholery tu Slamu który dominuje w aranżacjach jednak czar ciężaru poszedł w zapomnienie, a chłopy tłuką swoje. Pascal z Danielem nadal zajebiście operują świniakami, growlami choć zdecydowanie więcej tym razem pojawia nam się kibli, a i troche krzyków czyli sumując gitary trochę w tył z dziwnymi pomysłami a gardzioły na przody i jest niezłe rzyganko. Teksty ponownie są pomysłowe i jak tylko ktoś ma podobne poczucie humoru to będzie miał przedni ubaw wyczytując te bzdury w trakcie słuchania mazy. Album jest mocny, dobrze wyprodukowany, moc gitar zastąpiły wokale a całość porusza do pójścia w tany... Na koniec zacytuję jedno z interek jak epilog tej epickiej muzyczki ‘Cum Fart Coctails!’ Miłej zabawy.
5/6

Amagortis 'Pre-Natal Cannibalism'


Amagortis ‘Pre-Natal Cannibalism’
full-lenght, FastBeast Entertaiment
2007
Oto już drugi album szwajcarów którzy to po debiucie w 2004 roku kazali sobie czekać trzy latka na kontynuację. Debiut jaki był taki był, po prostu bez szaleństw i fajerwerków jednak na kolejnym wydawnictwie srogo zakrapianym wymiocinami wymieszanymi z kupą polaną spermą, nasi bohaterowie pokazują jak grać prosty Death Metal który w wiekszości kompozycji jest wytworem Slamu. Skoro zdradziłem już z czym mamy do czynienia to pociągniemy wątek dalej, a o koszmarnej okładce wypowiem sie później. Szwajcarzy no i szwajcarka bo nie możemy zapomnieć o laseczce na basie, raczą nas jak juz wspomniałem prostym ale cholernie energicznym Slam Death Metalem stawiając przede wszystkim na rytmikę z ciężarem, a i nie z rzadka na szybkość. Ciekawe połączenie szybkich tłumionych riffów z wszech obecna podwójną centralką urywa łeb przy samej dupie, aż nie chcę nawet myśleć jak to musi ropierdalać na żywca. Wokale od typowych rozdzierających wszystko świniaków po growle i niby w tym nic nowego ale słucha się przednio więc mimo wszystko warto to mieć, chyba że komuś ze Slamu wystarcza debiut Devourment to ok, osobiście uwielbiam się gać po inne kapele też, a od przybytku głowa nie boli. Kolejnym elementem który mi przypadł do gustu sa wesołe teksty z przymrużeniem oka, oczywiście w otoczce gore/porno ale choćby tekst tytułowego utworu wywołał u mnie salwę śmiechu ‘Where’s the other baby? I thought I was having twins!’ haha. Tak więc oto kolejny zespół z dobrą produkcją, omijający tereny nudy i robiący swoje. Czy czegoś można chcieć więcej? No tak, lepszej okładki bo wybaczcie panowie ale mój 3,5 letni synek chyba lepiej by wykonał okładkę która niestety ani to brutalna ani obrzydliwa a już tym bardziej nie śmieszy wywołując tylko wkurzenie amatorszczyzną. Poprawić mi się (zresztą ostatni album miał już spoko okładeczkę hehe)!
4,5/6

Being Killed 'Massacre of the Living'


Being Killed ‘Massacre of the Living’
full-lenght, Sevared Rec
2008
20 kawałków w 23 minuty, tak więc jeśli nadal nie wiecie o co chodzi to znaczy, że pozerstwo na dodatek z niewiedzą dotarło na moja stronę. Szczerze powiedziawszy czuję się jakbym słuchał taniej kopii Mortician na szybszych obrotach z totalnie spieprzoną rejestracją automatu. Oczywiście różnica pomiędzy Being Killed a Mortician jest jak przepaść, jednak część struktur każe mi wskazać na ten zespół. Wolniejsze elementy są wręcz wyjęte z twórczości amerykusów, a szybkie blastujące partie Being Killed nudzą jak cholera. Zresztą cały materiał jest wtórny, nudny i kawałek leci sobie za kawałkiem a ja zastanawiam się czemu tracę czas z tym czymś. Największą porażką są tu gówniane do bólu wokale które brzmią jak Popay z gębą pełną szpinaku w trakcie lewatywy. Tragizm. Rozumiem, że deut zamieszany w ów projekt to chłopaki z Pathology, ale po co Sevared to wydał to naprawdę nie wiem. Cóż, jak dla mnie totalna lipa, bo jest to jakieś bez jaja, zrobione jakby dla zabicia czasu może i troszkę na siłę. Słabizna, która wywołuje ziewanie a nie kwristą ekstazę.
1,5/6

Evocation 'Dead Calm Chaos'


Evocation ‘Dead Calm Chaos’
full-lenght, Cyclone Empire
2008
Trudno jednakowo orzec czy to tylko abieg okoliczności, ale dało się zauważyć że popularność wśród gawiedzi metalowej po publikacji książki ‘Szwedzki Death Metal’ na takową muzykę wzrosła. I jakoby nie ma w tym nic dziwnego, bo wiadomo że jak i w każdym trendzie przetrwają i wytrwają najlepsi to zespołów z tzw. drugiej i trzeciej ligi aż za wiele pałęta się nam w tym światku. Co by dłużej nie trzymac was w niepewności, Evocation nie należy do fali modnisi którzy to zwęszyli spisek na mamonę niczym Templariusze czy inni Mormoni gdyż ich początki sięgają do czasów tzw. kreowania się tej muzyki, bo nawet do 1991 roku. Owszem po demosach się chłopakom rozpoadło jednak powrócili po latach z jakże zajebistymi materiałami i szczerze to z płyty na płytę jest coraz lepiej, z coraz większym rozmachem. ‘Dead Calm Chaos’ czyli drugi album szwedów to konkretne połączenie melodyki, jadu i dynamicznej motoryki kompozycji. Każdy z utworów ma swoje własne ‘ja’, żyje i oddycha niczym indywidualny organizm jednocześnie współczyniąc z pozostałymi całość, opętaną całość która mimo natłoku melodyki pobieżnie może wydawać się niezbyt brutalna to szczerze zanim sie wypowiecie wysłuchajcie dokładnie tej niesamowitej machiny. Jak dla mnie nawiększym łącznikiem a zarazem wyznacznikiem dla ‘Dead Calm Chaos’ są wokale Tjompe który z furią wypluwa kolejne nienawistne frazy na tle chwytliwych dismemberowatych riffów które prócz wiadomego szwedzkiego brudu i melodyki inkorporują także sporą część powera jakim szczycą się niejedne kapele Thrash Metalowe. Dla przykładu choćby tytułowy utwór to ma właśnie taką strukturę a ‘refren’ trąci już ponownie Szwecją. Innymi słowy nie zawsze musi być technicznie, popierdolenie czy jakkolwiek – jest to kurwa metal który łamie gnaty w taki czy inny sposób, kopie po mordzie i szydzi z gównianych klonów pokazując jak się taką muzę gra. Może i to ideału brakuje jednak jest to na tyle rzetelny ochłap dźwięków, że polecam po niego sięgać. Przemoc, Śmierć, Nienawiść a z drugiej strony przewijająca się czasem w melodyce Nostalgia .
4,5/6

środa, 17 sierpnia 2011

EdenBeast

01) Hi Fabio. I was quite confused when first time I contacted you and you've told me that the Eden Beast split up. Tell me what has happen? Why did you come up with such decision?
Eden beast split up because we had many problem to find a new drummer, after Fasa joined another band. We stopped our activity for 2 years, after this other problem among members of the band let eden beast split up.

02) But as far I know you haven't been without a band long and you play in other one. Few words about the new addiction.
Now I play in another band, a death metal band called Cannibal Giant. But i'm not guitarist, I play another instrument: drums. We have recorded a new sick album, we are very proud of this cd!

03) After 3 demos and an EP you finally had you debut album out through Amputated Vein Records. How do you see that co-operation through the fact that some time has passed?
Masakatsu is great man and Amputated is a fantastic label. if our music is known worldwide thanks to them.



04) Music that has been recorded for 'Passivity Causes Genocide' can be only described only as sick and twisted Brutal Death Metal with some Slam and Grind elements. I guess today your new band has different approach to music but back then was it the attempt to be as much brutal as possible? Where the inspirations and ideas came from?
Cannibal Giant are very sick and old school. Eden beast music was a set of four minds, four influences ( brutal, prog, doom, grind). I'm very proud to had founded eden beast!

05) As many or even most bands from that genre produces perverted gory erotic sick stories in lyrics you did stick to something more oryginal mostly based on mass genocide and collapsing the whole human world. Are you so much disgusted with humans and their actions that the main concept of the album was focused on caused extincion by certain end?
We are disgusted by all Human Things, We are virus, we can't save the world if we continue to destroy and pollute.

06) Also do you think that passivity can cause genocide? Would like to know your opinion about the title you used.
All lyrics are made by the singer, Sirio,but I think that who believe in this world have to fight to preserve and save it.


07) What about the intro and the outro on the album where a guy is panicing on phone about some aliens and UFO creatures? Was it just a joke to be placed there or more like a warning that there is something out there?
Ufo Was an interesting matter of singer and bassist that are more informed about Ufo. I believe that the most dangerous enemy is man himself.

08) How did look song writting process in Eden Beast where the song structures look very advanced with skills?
The songs was written togheter with other members. I came in studio with many riff, bassist and drummer put their ideas, and singer help us to find a good vocal riff. Was a very good work.

09) Also there was a lot of shit talks about your founder drummer to be a part of commercialised emo-band. Was it true? Why he stick to that shit? Just money?
Yes our drummer and friend Fasa joined a emo-rock band, for money but also to make a good experience 'cause he wants to pursue a career in music. In italy the only way is play with a pop band, or italian folk band ( liscio) death metal is very underground.


10) Are there any chances for bringing back the Eden Beast back to life?
I think no..I'm very sad, because i founded Eden many years ago, and was my life for many years. But the personal relationships have been ruined.

11) In any other occasion I would ask you for plans for the future but the band is dead... So maybe any brutal and sick shit from Italy that is less known and you would strongly recommand it?
Cannibal Giant hehe.. i recommand Septycal Gorge, Eisen, Blasphemer, Natron, Blessed Death and a great band of prog- brutal called Icon of Sin, good friends and great musician.

12) That would be all Fabio. Cheers for your time. 
Thank you man:) you are great and I thank you because you support my newband and for all the nice words and appreciation about Eden Beast..stay brutal!!
interview by Waldemar 07/2011


Decrepit Birth ‘Polarity’


Nuclear Blast
full-lenght, 2010
Trzeci album amerykanów który ukazał się już dla takiego giganta jakim jest Nuclear Blast, który to niejednokrotnie nakazywał zespołom zmianę stylistyki, właśnie pozostawia otwartą furtkę na przemyślenia co do tzw. rozwoju czy maczania tu zachłannych paluchów niemiaszków celem wyprodukowania kolejnej kury dającej złote jaja. Mając w pamięci pozostałe dokonania zespołu takie przeobrażenie zdziwiło niejednego z nas, bo co tu ukrywać liczyliśmy (a przynajmniej ja z takim zamiarem nabyłem ten album) na skopanie dupska Brutal Death Metalem. ‘Polarity’ dupy może i nie skopie, jednak finezja albumu, rozmach techniczny i przejżystość kompozycji stawia go tuż obok takich tuzów jak sam Death! Decrepit Birth obecnie serwuje nam muzykę bardzo dojrzałą, nasyconą emocjami w szczególności potęgowanymi przepięknymi (tak, dokładnie!!!!) solowymi partiami gitar, a i struktury riffów są nacechowane właśnie ów dziwną, ale poruszającą wrażliwością którą to skutecznie porażała w ostatnim etapie swojego bytu właśnie wyżej wspomniana ekipa Chuck’a. Wirtuozerii tutaj masa, panowie pokazują że w wyścigu technik aranżacji i polocie ich wykorzystania większość sceny może im pięty wąchąć, jednak są dwa ważne elementy które niestety działają na niekorzyść amerykanów: ciężar brzmienia, a właściwie jego brak oraz słabe wokale operujące wciąż tym samym nudnym growlem. Te dwa elementy pomimo tak wielu zalet ‘Polarity’ pozwalają zaryzykować stwierdzenie dość plastikowego produktu, a zarazem z lekka męczącego. Wszystkie smaczki jak pianino, wspomniane emocje, wręcz uduchowiona struktura płyty, czarujące solówki nikną a w efekcie mamy dość jałowy produkt z triggerami na przodach i pięknymi gitarami pozbawionymi ciężaru i słabymi wokalami. Wiem, że album najprawdopodobniej miał wywołać taką furorę swą dostępnością i czytelnością jak ‘ambitne’ popłuczyny biznesmanów z Dimmu Borgir, ale to miał być Death Metal a nie ‘Teatrzyk Zielona Geś przedstawia...’! Może i się mylę, ale wg mnie zespół z olbrzymim potencjałem co słychać na omawianej ‘Polarity’ zagubił się we własnej ambicji, bo z warsztatem technicznym nie mam wątpliwości że blisko im ideału samego Death, jednak wdrożenie idei się nie powiodło. Wystarczy sobie przypomnieć co działo się wokalnie na płytach pana Schuldiner’a oraz jaką moc rażenia pod względem brzmienia miały jego albumy! Niech zostanie pół na pół...
3/6